Wpisy
Ostatnio chodzi za mną piosenka Piotra Kupichy i Marcina Kindla.
Dedykuję go bliskiej mi osobie, może mnie zrozumie...
"Wiem jakie myśli mogą zmienić się
ja chcę do świcie czuje to i wiem,
Wiem jakie słowa maja głębszy sens
Idź tą drugą czasu coraz mniej
Bo taki ktoś zdarza się w życiu jeden raz
Może jeszcze się spotkamy...
może jeszcze mnie zaskoczysz...
może jeszcze mi podpowiesz...
jak mam jeszcze Cię zauroczyć
Może jeszcze mnie rozpoznasz
pośród ludzi w gęstym tłumie
może kiedyś mi podpowiesz...
to czego jeszcze nie rozumiem
Wiem, że na tej drodze mogę spotkać Cię
więc idę, biegnę cały czas
w setkach twarzy widzę twoją twarz
Bo wiem, że Ciebie właśnie dziś od życia chcę
ja kogo powietrze wypatruje dziś.
Taki ktoś zdarza się w życiu jeden raz
Może jeszcze się spotkamy...
może jeszcze mnie zaskoczysz...
może jeszcze mi podpowiesz...
jak mam jeszcze Cię zauroczyć
Może jeszcze mnie rozpoznasz
pośród ludzi w gęstym tłumie
może kiedyś mi podpowiesz...
to czego jeszcze nie rozumiem
Na bez bezdrożu myśli droga sama nas znajdzie
na spojrzeniu serc może być tak jak chcesz..
Tak jak chcesz
Może jeszcze się spotkamy...
może jeszcze mnie zaskoczysz...
może jeszcze mi podpowiesz...
jak mam jeszcze Cię zauroczyć
Może jeszcze mnie rozpoznasz
pośród ludzi w gęstym tłumie
może kiedyś mi podpowiesz...
to czego jeszcze nie rozumiem
to czego jeszcze nie rozumiem...
Zabrałam Bąble do moich rodziców i było bardzo przyjemnie, tylko pogoda zawaliła, ale co tam. Czas spędzalismy na placu zabaw, spacerach i spotkaniach z dawnymi znajomymi.
Byliśmy też na wizycie u okulisty. Dzieciaki mają wzrok sokoli :) Ja odwiedziłam moja Panię stomatolog-przybyła mi jedna mała plomba :( mogło być gorzej. Uzębienie zostało pochwalone i ma mi jeszcze posłużyć :))
Zdałam sobie sprawę, że tęsknię za swoimi starymi kątami, za twarzami obcych, a jednak znajomych osób. Za rodziną, z którą nieraz się kłóciłam. A najbardziej za moim wyuczonym zawodem, kontaktem z pacjentem, poczuciem misji, i za czymś jeszcze. Powspominalismy stare, szalone lata, moje wyczyny i wpadki. Eh... fajnie...
Ale nadszedł czas wracać...do szarej, zaganianej rzeczywistości...
W piątek nie mogłam zwlec się z łóżka. Całą noc bolał mnie strasznie kręgosłup. Doczłapałam się do lekarza, odczekałam swoje w kolejce. I co usłyszałam-mam się oszczędzać, unikać dźwigania, najlepiej poleżeć trochę, więcej wizyt na basenie itp. Chciał mi zwolnienie lekarskie wystawić. Jakby to coś zmieniło-przecież to w domu mam największy wysiłek fizyczny :/ Garść leków dostałam i ma pomóc.
Póki co nadal boli....a dzieci nie odpuszczają. Burze idą to i marudne. W nocy też czad niezły. Rozłażą mi się we wszystkie strony, wspinają, wywalają, niszczą, tłuką. Buuuu..... nie dożyję chyba ich 18-tki :))
Po naukach... na urlopie...
Plany? Przetrwać, próbować odpocząć. Od czego? Od obowiązków? natrętnych myśli?samej siebie?
U nas znów jakieś zęby idą. Już nawet nie wiem które i komu, marudzą grupowo. Pogoda równie marudna, ale co tam. Ze względu na skórę nie planuję się odsłaniać, a szkoda...
Czuję się staro...i psychicznie nie najlepiej. Mam okresy narzekania i marudzenia, ale teraz nie mam siły nawet na to. Taka beznadzieja jakaś.
A jest tak pięknie-pachną bzy, moje kochane konwalie, rzepaki. Jest żółto, cudnie zielono. Eh...
Moje Bąble też by na to zagłosowały :) Kury to najfajniejsze dla nich zwierzaki :)swoją drogą ten zespół to moje krajanki :)) Jakie Euo taki hymn :))
Co za dziwna pogoda-gorącooo i ziiiimny wiatr, który głowę urywa.
A ja jutro na zjazd pomykam, a nie chce mi się, oj nie chce. Myślę o wagarach :)) Ale trochę odpoczynku od dzieci mi się przyda.. A są teraz mocno męczące. Wspinają się na wszystko-kanapę, pufę, meble... Upilnować ciężko... I znów jakieś zębiska idą, bo 2 noce w plecy mamy :(
A nie słuchają się w ogóle,eh...
Nowy stan ciała i ducha zdiagnozowałam sama u siebie. Objawy-moje ręce są nie moje, moje nogi -też nie moje. Czuję się jakby ktoś spuścił ze mnie powietrze. Byłam w pracy, a po powrocie na rowerkach z dziećmi tzn ja pchałam one jechały. No i mnie dopadło. Zasnęłam w trakcie zabawy z nimi. Dopiero jak oberwałam z blachy od Młodego to się ocknęłam nieprzytomna w stylu- gdzie jestem i która to godzina.
Burzowa chmura wisi na niebie, z oddali grzmi i nic-czekamy deszczu. A mnie się nadal chce spać i loda :) Jutro znów wolne-może pośpię dłużej np. do 6? 6:30?
Wspomnienia nadal mnie męczą, co sprawia że jestem jakby nieobecna, bo rzeczywistość jest jakby nie taka jak marzyłam....
Wstajemy rano, spacerujemy, spacerujemy i spacerujemy... Żar z nieba się leje. Tony kremu wcieramy w skóre i na dwór. Jakże ciężko utrzymać maluchy w domu. Dziś próbowałam je uśpić 4 godziny :( Nawet spacer wózkiem nie pomógł. Szybko się regenerują :)
Po zupce poszliśmy na nowo zakupione rowerki :) Po drugim daniu powtórka. Bąble pełne energii, a mama wysiada. Jakże ciężko prowadzić samemu dwa rowerki, kiedy każde skręca kierownicę w inna stronę. To nic, że mam prowadnicę-raczej dwie.eh... zjadłabym loda :) wykąpała się w jeziorku i wypiła jakieś piwko :)
Poza tym od paru dni męczą mnie wspomnienia, bardzo miłe z resztą. No, ale było, minęło.
Ktoś kiedyś zadedykował specjalnie dla mnie i zaśpiewał publicznie tę oto piosenkę:
"Los Cię w drogę pchnął
I ukradkiem drwiąc się śmiał
Bo nadzieję dając Ci
Fałszywy klejnot dał
A Ty idąc w świat
Patrzysz w klejnot ten co dnia
Chociaż rozpacz już od lat
Wyziera z jego dna...co dnia
Na rozstaju dróg
Gdzie przydrożny Chrystus stał
Zapytałeś dokąd iść
Frasobliwą minę miał
Przystanąłeś więc
Z płaczem brzóz sprzymierzyć się
I uronić pierwszy raz
W czerwone wino łzę...w wino łzę
Szczęśliwej drogi już czas
Mapę życia w sercu masz
Jesteś jak młody ptak
Głuchy jest los nadaremnie wzywasz go bo Twój głos..."
Ujęło mnie to mocno za serce...
Słonecznie, pachnąco, śpiewająco... Ach, tylko żyć. I wyruszyć przed siebie z dala od zgiełku aut, dnia codziennego... Tak bym chciała poczuć się zakochana jak ten pierwszy raz. Wieki temu, w maju, przy dźwiękach piosenek Beaty Kozidrak. Eh...
Ciężko usiedzieć w pracy, w domu dzieci ciężko utrzymać. Nic tylko by biegały.Mama już nie nadąża :) Z każdym dniem coraz bardziej wygadane-po mamusi, uparte- po tatusiu. Jak ten czas szybko przemija. Póki co żyję od zjazdu do zjazdu, a najbliższy już za tydzień : /A potem idę na urloooop!!!
Hura!!!!
Nie nadążam. Dzieci pochłaniają mnie bez reszty. Każdą chwilę.
Szczepiliśmy się na pneumokoki. Bąble dzielnie zniosły dość bolącą szczepionkę. Reakcji poszczepiennej, oprócz opuchniętej nóżki nie było. Maluchy najchętniej by nie spały, tylko urzędowały na dworze. Uwielbiają spacerki za rękę z mamusią. Tylko, że mamusia już nie daje rady fizycznie.
Pogoda coraz piękniejsza, pachnąca i śpiewająca. Byle skórę podleczyć jeszcze i mogę w mini wskakiwać . Byle tylko...Najgorzej, że żadne maści już nie pomagają :/ a nie znoszę jak ktoś się gapi na mnie, a nie daj Boże jeszcze pyta-co mi się stało? albo ale masz uczulenie? albo ale Cię coś pogryzło! albo czy to jest zaraźliwe? Boszcz...... normalnie trędowata ;?
I to strasznie! Coś bym zmieniła-najlepiej wszystko, z wyjątkiem dzieci. Ich za żadne skarby bym nie oddała, nikomu. Choć czasem mnie irytują, choć często brakuje mi sił i cierpliwości.
Gdzieś bym wyjechała, coś przeżyła. Brak mi pozytywnych emocji, uniesień. Brak mi tamtej dziewczyny sprzed lat, co jeździła trollem niczym mercedesem. Co chodziła w rozwleczonym swetrze jak w sukience od Prady. Tej spontanicznej i wesołej kobietki...Tej, w której podkochiwało się sporo facetów. Choć łamała im serca, to zostawali przyjaciółmi.Mimo, że nie dokonywała trafnych wyborów, ale osiągała swój cel-okrężną drogą, ale zawsze.
Życie mnie nie oszczędzało, jeśli było łaskawsze to sama sobie dokopałam jeszcze :) Teraz sporo się zmieniło. nie wszystko na lepsze. ...
A mnie czegoś ciągle brak...